|
"Jeśli coś ma się nie udać to i tak się nie uda" -Konfucjusz.

Dlaczegojest jakiś dziwny stereotyp, że aby udowodnić sobie własną wartość pozbywamy się tego co najważniejsze, bliskości bliskich nam osób? Najpierw znikają kontakty ze szkoły podstawowej (90%), potem z Liceum np. 4 lata to mało (95%), spotykamy się czasem gdzieś w mieście, ze zdziwieniem, gdzie Ty byłeś, czasem nie poznajemy tego kogoś, stajemy się sobie obcy. W tym jest jakieś "głupie i dziwne coś".  Jeśli mam mieć nakieś noworoczne marzenie, chciałbym by moi prawdziwi dobrzy koledzy, zamienili się w przyjaciół, byśmy mogli razem czasem spędzać zesobą czas. Czy tak wiele wymagam? Mimo wszystkich moich chęci, prób, wielu odpycha innych na jakąś półkę wesług swoich jasno sformułowanych uprzedzeń. Czym jest przyjaźń? Wydaje mi się, że w czymś rodzaju więzi, opartej na wzajemnym szacunku, powiązanej z zainteresowaniem drugiej osoby naszymi sprawami. Wyobrażam sobie czasem, albo chodzi mi po głowie - hoć mam tyle do zrobienia - że ktoś za moment zapuka do mych drzwi, usiądzie i pogada, o czymkolwiek. Czasem czuję, jakby moje drzwi były jakby wyjściem na klatkę schodową drugiego bloku. Aby z kimś pogadać, musisz wybrać odpowiedni numer, to proste, chyba, że sam nie masz dzwonka do siebie lub ktoś boi się zadzwonić. Przypomina to książkę "Samotność w sieci" i film "Samotny w Seattle". To tylko serial, lecz dobry ... "Firends". Chciałbym jak oni. Znają się dobrze i często dają przysłowiowego "kopniaka w tyłek" na zapęd. Marzenie, kolejne zresztą.

Powracając do początku. W dużej mierze jesteśmy samodzielni o tyle o ile sami radzimy sobie. Nikt nam w tym niepomoże, lecz tak jak obecność zwierząt wpływa pozytywnie (w 80% czasu) na nasze samopoczucie, tak i obecność bliskich sprawia, że czujemy się potrzebni. Jak zwykł mówić Św.P. Papież Jan Paweł II: "spieszmy się poznawać ludzi, albowiem tak szybko odchodzą". Miał rację. Gdyby nie było jutra dla Ciebie, co byś pozostawił po sobie? Gdzie byś się udał w ostatniej chwili, z kim byś porozmawiał. Przypadki zdarzają się tak niespodziewanie, a zdaje się nam, że jesteśmy najważniejszymi, zapatrzonymi w siebie ssakami o sile Supermana. Nasze ego i "własne sprawy" nie pozwalają nam podejść bliżej i zrobić coś dla odmiany dla kogoś innego.
Tak więc rozpoczyna się dla mnie Nowa, niekoniecznie dobra, może bardziej smutna, Era. Tomek (mój brat z którym mieszkałem 0.5 roku) wyprowadza się w styczniu. Zatkało mnie ... choć nadal będę "śmiało dążył tam, gdzie nie dotarła jeszcze żadna istota". Jak "robot" będę walczył o przeżycie kolejnych dni, będzie nuudno, strasznie nudno... wkrótce będę sam zupełnie.
|